Moja historia – część 2 – “życie studenckie” i programowanie

Udostępnij

Kolejny wpis z serii #mojaHistoria, w którym opisuje swoją przeszłość. W konkretnie tej części skupiam się studiach i życiu “studenckim”. Dużo wspomnień, zapraszam do lektury.

Inne części:

  1. Moja historia – część 1 – hakowanie / matura

  2. Moja historia – część 2 – “życie studenckie” i programowanie

Biała Podlaska

Tak jak czytałeś w pierwszej części, matura poszła mi całkiem nieźle – miałem realne szanse dostać się na lepsze techniczne uczelnie takie jak PW, PWr czy WAT. Jednak z przyczyn finansowych nie mogłem sobie na to pozwolić – złożyłem papiery na jedną z lokalnych uczelni – PSW w Białej Podlaskiej (dalej – PSWBP) na informatykę. Z perspektywy czasu nie żałuję – jednak wtedy czułem niedosyt.

W tamtych czasach na PSWBP informatyka była kierunkiem zamawianym – chodziło o to, że 10 najlepszych studentów na roku dostaje stypendium w wysokości 1000zł / miesiąc (nazwano to stypendium motywacyjne). Nie wiem jak teraz – ale wtedy dla studenta to była super kasa. Przyznam, że to stypendium nieco “osłodziło” moje łzy. Na drugim roku zdobyłem dodatkowo stypendium naukowe – żyłem sobie jak “pączek w maśle” hehe.


Nauka

W pierwszej części pisałem o moich ogromnych brakach z matematyki – pierwszy semestr na studiach składał się w większości właśnie z matematyki. Musiałem się dużo uczyć (nadrabiać braki) żeby rozumieć bieżący materiał. Chodziłem na zajęcia dodatkowe itp. Jeśli natomiast chodzi o przedmioty informatyczne to był pełen luz – większość rzeczy była to dla mnie powtórka z technikum. Przeliczanie liczb binarnych i adresów IP robiłem prawie w pamięci, więc zaliczałem bez większych problemów kolokwia/egzaminy. Nie było tak wesoło z przedmiotami matematycznymi i pozostałymi. Najmniej przyjemnie wspominam chyba inżynierię ekologiczną – liczyliśmy coś związanego z kolektorami słonecznymi. Kompletnie nie widziałem sensu nauki tego przedmiotu dla mojej przyszłości zawodowej. Po pierwszym semestrze udało mi się nadgonić braki z matematyki więc już nie było tak ciężko – później nawet “polubiłem” matematykę dyskretną i statystykę matematyczną.

Jeśli chodzi o technologie to była powtórka z technikum – Pascal i Delphi. Później wszedł .NET (C#), a w końcowych semestrach Java. Po przesiadce z PHP i C++ język C# baaardzo mi się podobał. Byłem pod wrażeniem Visual Studio. Można powiedzieć, że moim głównym językiem programowania stał się C#. Ponownie miałem szczęście – bo trafiłem na kilku wykładowców, którzy mieli pasję do technologii. W wakacje były organizowane różnego rodzaju kursy WCF / ADO.NET – chętnie chodziłem na te zajęcia. Pamiętam, że wtedy była premiera filmu “Social network” – bardzo mnie zainspirował ten film, dużo myślałem nad pomysłem na startup, który mógłbym stworzyć.


kodzimy.net

Mniej lub więcej na drugim roku studiów wraz z kilkoma znajomymi wpadliśmy na pomysł założenia portalu o programowaniu. Portal żył około roku, udało się opublikować około 60-70 artykułów. Projekt umarł śmiercią naturalną. Portal był czytany wśród studentów – opisywaliśmy na nim m.in. rozwiązanie zadań uczelnianych (które były nam zadawane na zajęciach). Na dzień otwarty uczelni organizowany był konkurs programistyczny – byłem autorem aplikacji (.NET / WCF), w której przeprowadzany był wcześniej wspomniany konkurs. W zamian za to udało mi się uzyskać wydrukowanie przez uczelnie dużych plakatów kodzimy.net i rozwieszeniu ich w kilku kluczowych miejscach na uczelni.


Hackfest / DetRobb

Jakoś równolegle do kodzimy.net – organizowany był 48h maraton programowania przez hackfest.pl (chyba projekt upadł). Polegało to na tym, że zgłaszało się projekt, który realizowało się przez 48h w trzy osobowym zespole. Wzięliśmy w tym udział (pozdro Adrian, Bartek) – zamkneliśmy się na 48h i jedząc pizze powstawał nasz program. Bardzo fajne doświadczenie – polecam wszystkim programistom. Spaliśmy i kodowaliśmy naprzemiennie projekt. Były też sytuacje kryzysowe – myśleliśmy, żeby wycofać się z maratonu bo nie uda nam się ukończyć projektu. Jednak udało nam się to przetrwać i finalnie projekt był ukończony.

Naszym pomysłem była aplikacja DetRobb (od detect robbery) – była to aplikacja w .NET, którą instalowało się na laptopie. W momencie kradzieży laptopa, mogłeś zalogować się na stronę (ASP.NET) i zaznaczyć, że twój laptop jest skradziony – w tym momencie urządzenie wysyłało ci lokalizację sprzętu oraz robiła fotki z kamerki i przesyłała na serwer. W finalnej wersji (zrobionej w 48h) znajdowały się błędy, ale koncepcja była ciekawa, a MVP odwzorowywało główny cel projektu.

W tym maratonie było kilka kategorii oceny – m.in. wybór przez jury. Nas jury nie wybrało jako najlepszy projekt, ale zajęliśmy pierwsze miejsce w “głosowaniu internautów”. Połowiczny sukces. Mimo wszystko bardzo fajne wspomnienie.


Stancja

Później przeprowadziłem się na stancje. Wynajmowałem pokój w dość sporym mieszkaniu (M5), w którym mieszkało nas łącznie 6-8 osób – w zależności od pory. Przekrój osobowości był ogromny, od ludzi (30+), którzy naukę mają już dawno za sobą po osoby w wieku maturalnym. W tym mieszkaniu działo się bardzo dużo – od bójek, po kilku dniowe imprezy. Możecie sobie wyobrazić co dzieje się na stancji przy takiej ilości mieszkańców, gdzie każdy zaprosi 2-3 znajomych. Ludzie przybywali wykładniczo. Poznałem wiele osób z poza “branży”, inne sposoby myślenia – dało mi to naprawdę bardzo dużo jako człowiekowi. Okres na stancji był zupełną odwrotnością mojego stylu życia – przydał mi się. Poznani ludzie otworzyli mi oczy na wiele spraw, z których nie zdawałem sobie sprawy. Udało mi się “poznać siebie” cokolwiek to znaczy. BTW, pozdro dla @londziak , Jordan, Zosia hehe 🙂

Jak byłem na stancji to całkowicie przestałem się uczyć. Robiłem niezbędne minimum, mimo to udało mi się zaliczać przedmioty bez większych problemów. “Nie popłynąłem” – to nie było to. Cały czas miałem sytuację pod kontrolą, chciałem spróbować zupełnie innego życia. Wtedy też nic nie robiłem “po godzinach” – oprócz siedzenia na YouTube i mediach społecznościowych. Pamiętam też, że znalazłem nową pasję – siłownie. Udało mi się zbudować solidną formę z sześciopakiem. Hehe, zamiast na zajęcia chodziłem na siłownie. Miałem też krótki epizod w grze w rugby.

Będąc na stancji realizowałem projekt dla jednej firmy ze U.S.A, prowadzonej przez Polaka. Do projektu wkręcił mnie kolega. W związku z różnicą czasową w dzień byłem na uczelni lub na siłowni, a w nocy pracowałem. Około 1-2 kończyłem programowanie i albo w mieszkaniu była impreza, albo szedłem spać. Szalony okres. Nie uczestniczyłem w tym projekcie zbyt długo ze względu na przełożonego. Gdy czegoś nie wiedziałem rzucał komentarze “jakim cudem zdałeś maturę”. Takie i inne uwagi zdarzały się na publicznych kanałach np na skype. Dla mnie strasznie słabe, ale niektórzy właśnie w ten sposób karmią swoje ego.


Między siłownią, a stancją

Między siłownią, a stancją zjawiałem się na uczelni. Szczególnie pamiętam taki przedmiot jak Inżynieria oprogramowania. Bardzo ciekawy i według mnie dobrze prowadzony. Były to laboratoria, polegające na tym, że na początku semestru wymyślaliśmy sobie projekt do realizacji – tworzyliśmy jego harmonogram i przez kolejne zajęcia go realizowaliśmy. Pamiętam z tego przedmiotu cytat prowadzącego “po co być programistą, jak można być kierownikiem projektów i zarządzać programistami?”. To był dla mnie przełącznik w głowie, kiedy pomyślałem “no faktycznie”. Myślę, że ten przedmiot znacząco wpłynął na mój kierunek rozwoju.

Pamiętam też, że pierwszy raz na tym przedmiocie zderzyłem się “ze ścianą”. Wymyślony przez nas projekt musieliśmy zaharmonogramować – czyli przewidzieć kiedy skończę jaką funkcjonalność. To była dla mnie abstrakcja (dosłownie). Myślałem, że to nie jest możliwe. Skąd mam wiedzieć, kiedy coś ukończę? Przedtem wszystko miało czas realizacji wynikowy.  Dodatkową trudnością było to, że projekt realizowaliśmy w grupach (chyba 3 osobowych). Koniec końców harmonogram poszedł do kosza i kończyliśmy projekt kilka nocy przed oddaniem #wiadomo.

Na tym przedmiocie poznałem też różnego rodzaju diagramy UML, zrozumiałem też ich moc i konteksty w jakich warto ich użyć. Bardzo cenna umiejętność. Myślę, że po ukończeniu semestru z tym przedmiotem chciałem już zostać kierownikiem projektów, tylko jeszcze sam o tym nie wiedziałem. Odkryłem w sobie “ciągoty” do tego typu rzeczy.

Będąc na stancji rozpocząłem swoją pierwszą pracę “na poważnie” (po tym projekcie z U.S.A). Wykładowcy byli wyrozumiali i większość zajęć mogłem pozamieniać lub chodzić do innych grup, żeby móc pracować “dziennie”. Coraz bardziej zacząłem skupiać się na pracy kosztem uczelni. W ostatnich semestrach nauki nie udało mi się być w 10 najlepszych studentów – więc nie miałem też stypendium motywacyjnego. Przejście pomiędzy studiami, a pracą zrobiłem dość płynnie, zwiększając ilość godzin dostępności dla pracy. Moje doświadczenia odnośnie tej pracy będą w kolejnej części.


Zawieź-mnie

Zbliżał się koniec studiów, więc trzeba było wybrać temat pracy inżynierskiej. Od dawna chodziło mi po głowie stworzenia startupu – pomyślałem, że połączę jedno z drugim. Wpadłem na pomysł aplikacji do zamawiania taksówek. Mniej więcej chodziło o to co w Uberze, tyle, że było to przed nim. Absolutnie nie chodzi mi o to, że “wymyśliłem Ubera pierwszy”. Po obronieniu pracy inżynierskiej projekt wdrożyłem produkcyjnie na terenie Białej Podlaskiej – działał w dwóch korporacjach. Dla mnie niesamowite uczucie. Były o mnie wzmianki w prasie (lublin.onet.pl), audycje w Polskim radio. Szczegóły na temat projektu opisałem w tym wpisie – nie będę więc się powtarzał – Zawieź mnie – od idei, przez problemy do MVP. Nauczyłem się bardzo dużo biznesu na tym projekcie.


Podsumowanie studiów

W porównaniu do technikum zrobiłem mniejszy progres jeśli chodzi o umiejętności techniczne (relatywnie). Zdobyłem natomiast dużo umiejętności miękkich – w radzeniu sobie niecodziennych sytuacjach. Zmieniłem swój główny język programowania z PHP na C#. Myślę też, że odkryłem w sobie “ciągoty” do zarządzania, mimo, że wtedy nie byłem tego do końca świadomy.


Właśnie tak minęły mi studia. Łezka się w oku kręci wracając do tych wspomnień – bardzo fajne czasy. Wrzuciłbym trochę fotek z tego okresu, ale mój telefon z tamtych czasów nie chce się uruchomić 🙁  W kolejnej części opiszę jak wyglądała moja pierwsza praca, czego się nauczyłem i jak to wyglądało “od wewnątrz”.

Inne części:

  1. Moja historia – część 1 – hakowanie / matura

  2. Moja historia – część 2 – “życie studenckie” i programowanie


Jeśli wpis ci się spodobał, udostępnij go lub śledź mnie na facebooku, twitterze, LinkedIn lub subskrybuj mój kanał na YouTube – twoja interakcja motywuje do dalszego pisania! Jeśli interesują cię podobne treści, dopisz się do newslettera (na górze strony) :).


Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *